Blog > Komentarze do wpisu

13 grudnia

 

Data jak data. Co roku taka sama. Ale od 1981 kojarząca się wyłącznie ze stanem wojennym. I tym, że nie było Teleranka w jedynej wówczas dostępnej telewizji. Mogę o tym sobie powspominać bo pamiętam dokładnie tą niedzielę. Choć w zasadzie dla mnie, wówczas niespełna jedenastoletniego pętaka, brak normalnego programu telewizyjnego był jedyną uciążliwością. Bo poza tym na dworze leżało dużo śniegu, było mroźno i słonecznie. A na dodatek okazało się, że szkoły na jakiś czas pozostaną zamknięte. No czyż może być coś piękniejszego dla kogoś, komu wmawiano że czas szkolny to najlepsze lata życia, a on pomimo to nie dał się przekonać? Tym bardziej, że stanowojenne represje nie dotknęły nikogo z moich najbliższych i nawet dalszych krewnych ani znajomych. W mieścince, w której mieszkaliśmy, nie widziałem w tym czasie ani pół wojskowego transportera. Nie pamiętam też słynych koksowników. Może rzeczywiście było trochę więcej patroli na ulicach, ale po kilku dniach nikt nie traktował ich serio. Oczywiście, że z czasem zaczęły do mojej jedenastoletniej głowy docierać wiadomości o tym albo innym dalekim znajomym znajomych, który został internowany. Słyszało się też opowieści, że po kogoś byli ale nie zastali a potem dali już spokój. Takie tam zwykłe ludzkie gadanie. Największą akcją o jakiej słyszałem w tych pierwszych dniach było zawinięcie na posterunek milicji czwórki moich rówieśników z sąsiedniego podwórka. Ich przewinienie polegało na zabawie w czołg. Ten czołg nazywał sie Rudy 102. Do końca nie jest pewne w kogo tym razem załoga śnieżnego czołgu waliła odłamkowym, ale chyba stanowiła poważne zagrożenie dla ówczesnego systemu skoro kilka następnych godzin niefortunni tankiści spędzili na komisariacie tłumacząc, wezwanym wraz z nimi rodzicom i milicjantom, na czym polegała zabawa. Pojedyncze, prawdziwe już protesty jakie miały miejsce na terenie Polski, trudno nazwać masowymi. Zresztą nikt nie manifestował wówczas na ulicach, a pomimo to ofiar śmiertelnych nie udało się uniknąć. Z perspektywy całego kraju wyglądało jednak tak jakby postanowiono przeczekać to całe wojenne zamieszanie. No i przeczekano, a dzięki garstce która nie zaprzestała w stanie wojennym działalności, Polska dotrwała do roku 1989. A potem zaczęła się zmieniać. Na lepsze. Aż do dziś, kiedy to każdy może wyjść na ulice i opowiadać na niej głupoty lub kłamstwa. I nikt go za to pałką nie zdzieli ani nikt nie zamknie na 48 godzin. Problem w tym, że przed trzydziestu trzy laty, tym co dziś krzyczą o fałszerstwach wyborczych, kulawej demokracji, zniewolonych mediach brakowało odwagi by odsłonić firankę i spojrzeć za okno. Nie mówiąc już o jakiejkolwiek nielegalnej działalności. Teraz natomiast zebrało im się na bohaterstwo i stroją się w piórka ostatnich niezłomnych, prawych i sprawiedliwych. Obrzydliwość.

 


poniedziałek, 15 grudnia 2014, karl.luna

Polecane wpisy